Perfekcyjne rodzeństwo



napisane przez: Lau.

dnia, o godzinie: wtorek, 29 lipica 2008 , 18:55:42

rozdziały: | prolog. | | jeden. | | dwa. | | dwa i pół. |

tytul:Dwa i pół.


Edit:29.08.2008
Kochani,
niestety, ale jak narazie zawieszam działalność na mylogu,
i ogółem działalność Potterowską.

Zafascynował mnie świat 'Naruto', dlatego też pełną parą zabrałam się za tworzenie czegoś nowego w mojej główce,
i tak powstał blog destiny-of-shinobi na blog. onecie. ;)

Notki jeszcze nie ma, ale przygotowania ruszają pełną parą.
A tu wrócę, obiecuję, jak tylko mylog przestanie 'skakać' , a moja potterowska-wena powróci.
Pozdrawiam i zapraszam na 'shinobi' ;)

Lau

-------------

Wiem, zajęło mi to trochę więcej aniżeli półtorej tygodnia! Ale są wakacje!

W poszukiwaniu odpowiedzi, część druga


Brooke uniosła wzrok znad pierwszego tomu i wyszczerzyła się do brata.
-To masz niemały problem, braciszku, bo z tego co podejrzewam ten dom jest robotą MUGOLI, więc…
-Oh, siedź już cicho.- warknął Barty siadając obok niej i od niechcenia kartkując tom drugi.- Brooklyn.- dodał z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy.
Dziewczyna przygryzła wargę i nieco pobladła. Już kiedyś spotkała się z taką reakcją.
Stara Tiara Przydziału odśpiewała swoją pieśń, nie omieszkając wspomnieć o zagrożeniach świata zewnętrznego czyhających na uczniów po opuszczeniu murów szkolnych (miało to związek z jakimś czarnoksiężnikiem o bardzo dziwnym imieniu, jednak niewielu uczniów wzięło jej słowa na poważnie) i konieczności zjednoczenia się wszystkich czterech domów. Mała Brooke stojąca w zwartej grupie, pośród swoich rówieśników, prędko stwierdziła, że to, co proponuje im Tiara jest głupie i niewykonalne. Zjednoczenie się z głośnym rozczochrańcem i jego przygłupim, pewnym siebie kolegą, którzy o mało co nie wywrócili ich łódeczki, było po prostu niemożliwe, irracjonalne i sprzeczne z ogólnie przyjętymi normami. Na pewno nie trafią do jednego domu, to fizycznie niemożliwe.
-Black, Syriusz.
Brooke usunęła się nieznaczne na bok wiedząc, że stojący kilka osób za nią chłopak będzie przeciskał się tak, by wyjść z tłumu tuż obok niej. Nie myliła się. Na wszelki wypadek, gdyby ewentualnie przeoczyła jego obecność, Syriusz szturchnął brunetkę łokciem w żebro. Brooke syknęła cicho. Z pewnością nie było szans na przyjaźń między tą dwójką.
Zanim nie spotkała nierozłącznego teamu Black- Potter, z domieszką Lupina i od czasu do czasu przylepą- Pettigrew, była pewna, że odnalazłaby się w każdym domu, nawet jeśli stara Tiara przydzieliłaby ją do tak nisko cenionego Hufflepuffu, jednak wyżej wymienieni panowie, a zwłaszcza ‘napuszony duet’, jak z radością zdążyła ich nazwać, wyprowadzili ją z błędu. Gdziekolwiek nie trafiliby ona nie znajdzie tam dla siebie miejsca.
Profesor McGonagall, kobieta o dość srogim spojrzeniu, omiatająca nim całą salę, nałożyła Tiarę brunetowi na głowę, która od razu opadła mu na oczy zasłaniając widoczność. Nie minęła jednak chwila, a Stary Kapelusz rozdziawił ‘usta’ i w Wielkiej Sali można było usłyszeć donośny, jak gdyby doprawiony zaklęciem Sonorus krzyk ‘GRYFFINDOR’.
Syriusz Black, dumny z decyzji Tiary, ruszył ku stołowi lwa, którego zaskoczeni uczniowie z dość spóźnioną reakcją zaczęli oklaskiwać ich nowy nabytek. Jedynego Blacka, który nie trafił do Slytherinu. Brooke Crouch skrzywiła się. Dla niej pozostały tylko trzy domy, Gryffindor z całą pewnością nie jest jej pisany.
-Colett, Ashley.
Z tłumu pierwszoroczniaków wstąpiła niższa od większości kolegów z roku o pół głowy szatynka, z pozoru nie rzucająca się w oczy. Brooke jednak dostrzegła w niej małą bohaterkę i kogoś kto uratował im w pociągu… pośladki.
Kiedy jakiś dowcipny trzecioklasista, był puchonem, Brooke widziała kiedy jego opiekunka, profesor Sprout, wraz z woźnym, którego godności nie zapamiętała, wymierzali mu jakąś karę kiedy już dotarli do zamku, zamknął przedział zajmowany przez same koty (Colett-Crouch-Nott-Rollins-Seidler) skomplikowanym zaklęciem, które uniemożliwiło im wyjście, Ash wykonała parę zgrabnych ruchów różdżką i wypowiedziała formułkę brzmiącą podobnie do ‘Aria jest chora’ uwalniając ich. Brooke przysięgła, że przy najbliższej okazji spyta koleżankę o to zaklęcie.
Ashley miała na głowie Tiarę jeszcze krócej aniżeli Black Syriusz. Trafiła do domu Roweny Ravenclaw.
-Crouch, Brooklyn.
Dziewczynka zamarła. Przed oczyma zobaczyła już kpiące uśmieszki ‘kolegów’ z roku. I owszem, kiedy odwróciła się dostrzegła TEN wyraz twarzy u Pottera, a mogła się założyć, że gdyby spojrzała na stół Gryffindoru Black uśmiechałby się w ten sam sposób.
Podeszła do stołka, jednak zanim usiadła postanowiła wszystkim coś wyjaśnić.
-Mam na imię Brooke. B-R-O-O-K-E- przeliterowała głośno.- To pomyłka, pani profesor.
-Najwyraźniej.- odrzekła nauczycielka odnotowując w pamięci córkę Blaeberry i Barty’ego, którzy nie mięli talentu do dobierania imion.

-Brooke?
-Bartemiuszu Crouch, Juniorze.- warknęła wracając do rzeczywistości i spoglądając na siedzącego obok brata.- Fakt, że matka miała kaprys, by rozwinąć TO imię, nie oznacza, że przeznaczone jest do użytku ogólnego, więc z łaski swojej, daruj sobie nazywanie mnie w TAKI sposób.
-A Brooklyn Blaeberry?- spytał blondyn nieco odsuwając się od siostry. Dziewczyna ze świstem wypuściła powietrze, a gdyby spojrzenie mogło zabijać to Barty Crouch Junior leżałby martwy pod stołem, albo ewentualnie na krześle.
Atmosfera stała się nieco bardziej napięta. Rodzeństwo, na co dzień tak wzorowe kłóciło się o błahostkę. O imię.
Brooke wstała, z niemałą trudnością zebrała wszystkie roczniki i nie odzywając się słowem wyszła z salonu. Barty jeszcze długą chwilę spoglądał na schody na których zniknęła jego siostra, zanim krzyknął:
-Oh, daj spokój! To były tylko żarty!

Młoda panna Crouch zaniosła roczniki do swojego pokoju, nie mając jednak jawnej ochoty na ich przeglądanie. Postanowiła jednak wykorzystać jakoś te lipcowe popołudnie. Przez dłuższą chwilę zmagała się z myślą o powrocie do wioski, jednak szybko wyrzuciła ten pomysł z głowy, jeszcze prędzej odrzuciła chęć wizyty w sypialni matki, tak dawno nie rozmawiały. Ostatecznie uznała, że mogłaby nareszcie wybrać się na strych, by przejrzeć pozostałości po tak tajemniczych właścicielach, mimo, że wcześniej powstrzymywała ją myśl o grzebaniu w rzeczach osób nieznanych. Jak się spodziewała, na strychu znalazła stertę rupieci przyozdobionych parocentymetrową warstwą kurzu. Zapomniała poprosić ekipę z Pokątnej o pozbycie się brudu.
Westchnęła cicho i żałując, że ma dopiero lat szesnaście, i aż CAŁY rok dzieli ją od bezkarnego posługiwania się różdżką poza wyznaczonym terenem (szkołą) wycofała się z pomieszczenia i usiadła na schodach.
-Mrużko- mruknęła spoglądając w dół.- Mrużko, wzywam cię.
Przed brunetką, z cichym pyknięciem, zmaterializowała się nieco zmarniała, choć zadbana skrzatka. Do małej i brzydkiej główki Mrużki dopiero po chwili dotarło, że znajduję się bardzo wysoko. Z przerażeniem złapała się barierki.
-Panienka wzywała, panienko Crouch?- spytała kłaniając się nisko, jednak nie puszczając ramy schodów.
-Oczywiście- odrzekła Brooke z litością spoglądając na skrzatkę.- Mrużko, masz pozbyć się kurzu ze strychu, ale tak by żadna z rzeczy znajdujących się w środku nie została zniszczona, rozumiesz?
-Tak, panienko Crouch, Mrużka rozumie. A jeśli Mrużka coś zniszczy, to się ukarze, panienko- odparła skrzatka mocniej zaciskając długie palce na barierce. Brooke kiwnęła głową i przepuściła Mrużkę na strych.
-Jeśli Mrużka coś zepsuje, będzie musiała stać tutaj, przez długi czas, nie mogąc niczego się złapać. Ale wolałabym, żeby nic nie zostało zniszczone.- mruknęła na odchodne, po czym jeszcze raz odwróciła się do sługi.- Możesz wezwać do pomocy Pucybuta, on lubi sprzątać.
Skrzatka twierdząco kiwnęła głową, po czym ochoczo wzięła się do roboty. Była to jedna z niewielu spraw o których mogła decydować sama. Ale nie, nie wezwie Pucybuta, woli sama to zrobić, on przecież bywa taki niezgrabny, czasem gorszy od samego Niezdarka, tak jak wtedy, kiedy rozbił wazon pani Blaeberry.

Mimo późno-popołudniowej godziny, osiemnastej pięćdziesiąt dwie, słońce grzało tak jakby wciąż była dwunasta, dlatego chociaż jedynym widokiem z ogrodu była panorama Greate Topsham, Barty postanowił przemóc się i spędzić czas przed domem.
Rozłożył się na starym leżaku ojca, a tuż obok, na drewnianym stołku, rozstawił szkolne podręczniki. Nadszedł czas na odrobienie choć części prac domowych, a fakt, że robił to w słonecznym ogrodzie łączył przyjemne z pożytecznym.
Chwycił podręcznik od eliksirów, chcąc napisać coś na temat związku eliksiru rozdymającego i wywaru dekompresyjnego z zaklęciami o podobnym działaniu, które zadał im, jako wakacyjną powtórkę profesor Slughorn.
Oczywiście najrozsądniej byłoby wychwalać mikstury, a zaklęcia zepchnąć na dalszy plan, jednak jego zdaniem bardziej praktyczne było wymachiwanie różdżką aniżeli ważenie jakiś wywarów. Nie zważając na reakcję profesora, gdy przeczyta jedyne kontrowersyjne wypracowanie, zanurzył pióro w atramencie i zaczął tworzyć kolejne zdania na pergaminie.
Po półtorej godziny zapisał już prawie dwie rolki. Nigdy nie miał problemów z rozprawkami.
Spojrzał na resztę książek ze stolika. Nie wyglądało to dobrze, miał przed sobą jeszcze tyle pracy, a sierpień planował spędzić w domu przy Grimmauld Place numer dwanaście, gdzie byłby rozpieszczany przez Walburgię Black, tak jak jej młodszy syn, a jego przyjaciel Regulus. Pani domu wprost uwielbiała najmłodszego z Crouchów, którego poglądy były równe poglądom jej synka. Niestety w odróżnieniu do Regulusa, Barty musiał zupełnie kryć swój zachwyt czarnoksiężnikiem nazywającym siebie Lordem Voldemortem i chęci do wstąpienia w szeregi jego popleczników. Jedyne osoby znające poglądy blondyna znajdowały się w domu Blacków i Lestrangów, gdzie nikt głośno nie wspominał o tym, ze względów bezpieczeństwa.
Postawił ostatnią kropkę i zarzekając się, że później sprawdzi rozprawkę i wykluczy ewentualne błędy, bądź poprosi o to siostrę, wstał i zabierając ze sobą podręczniki, wrócił do salonu, by ponownie ‘skakać’ po mugolskich kanałach i przygłupich serialach.
-A ponoć nie tykasz mugolskiego.- ociekający kpiną głos siostry dochodził z przejścia między salonem, a kuchnią. Uśmiechała się jadowicie spod futryny.
Barty wyszczerzył się do niej.
-Czasem musimy. A teraz, Mrużko..
-Mrużka jest zajęta. Robi COŚ dla MNIE.- przerwała mu Brooke splatając ręce na wysokości klatki piersiowej. Wiedziała, że jeśli chodzi o przeszukiwanie strychu, dzisiaj za wiele nie wskóra, jednak ważne było by Mrużka pozbyła się tego całego brudu.
-Skoro tak to sam się obsłużę.- stwierdził Barty wstając. Minął siostrę i z szafki nad nim wyjął dwie szklanki, a ze stołu podniósł dzbanek z wodą. Nalał dla niego i Brooke, starając się być miłym dla brunetki.
-Dzięki.
-A tak swoją drogą ojciec musi zaopatrzyć nas w kolejne skrzaty.- stwierdził Barty opierając się o kuchenny blat.
-Jeszcze? Mrużka, Niezdarek i Pucybut ci nie starczają?- spytała Brooke unosząc brwi. Nagła zmiana tematu trochę ją zaskoczyła, jednak dłużej o tym nie myśląc wypiła łyk wody.
-Niezdarek cały czas gotuje, a Pucybut zajmuje się sprzątaniem. Tylko Mrużka jest na każde nasze zawołanie, choć…- zamyślił się na chwilę.- nie na każde. Dlatego potrzebujemy jeszcze kogoś.
Brooke udając zrozumienie pokiwała głową.
-To go poproś.
-Miałem nadzieję, że ty to zrobisz.- bąknął cicho, spoglądając na siostrę, która od razu roześmiała się i odłożyła szklankę na stół.
-Żartujesz?
-Nie, dlaczego? Przecież TY namówisz go na pewno. Mnie nie będzie słuchał. Siostrzyczko…
Prośby Barty’ego przerwało jednak ciche postukiwanie w szybę. Rodzeństwo, jak na komendę, zwróciło głowy w tamtą stronę i z ulgą odetchnęło, że nie jest to jedna ze szkolnych płomykówek przynoszących wyniki egzaminów klas trzecich i SUMów.
Barty jako pierwszy rzucił się do okna z nadzieją, że jest to wiadomość od jednego z jego szkolnych kolegów. Zawiódł się jednak, gdyż sówka z gracją wylądowała przed Brooke i wyciągnęła nóżkę z przypiętą wiadomością. Brunetka prędko zdjęła zwinięty pergamin i z braku jakiegokolwiek poczęstunku dla sowy (wszystko miała w swoim pokoju, w końcu czymś musiała przekupywać Kyane) podsunęła jej szklankę z wodą. Sówka huknęła tylko donośnie i obrażona, czy też nie, wyleciała przez wciąż otwarte okno.
Brooke rozwinęła pergamin. Dostrzegając znajomy charakter pisma zaniepokoiła się, jednak nie powstrzymało jej to przed przeczytaniem treści.

Brooke
mam zamiar odwiedzić Blaeberry drugiego sierpnia,
a ponieważ z powodu jej choroby…

Brooke skrzywiła się. Po raz drugi przeczytała tę samą linijkę.
a ponieważ z powodu jej choroby to TY pełnisz rolę
najstarszego członka rodziny (przecież Barty’ego Seniora
rzadko widać w domu), informuję właśnie Ciebie.
Mam nadzieję, że nie sprawię kłopotów.
Całuję,
Anabella
Ps. Prawdopodobnie przybędę sama.

Dziewczyna spoglądała na list nie wiedząc co powiedzieć. Prawdopodobnie przybędę sama oznaczało prawie tyle, co Nie wiem, czy uda mi się z kimś zostawić dziecko, bo w domu sam nie zostanie, gdyż grozi to katastrofą. Wypuściła ze świstem powietrze i podała pergamin bratu.
-Przygotujmy się na wizytę Potterów.- rzekła zażenowana, nie dostrzegając zadowolonego uśmiechu młodego Croucha.


Dodaj komentarz



14 komentarzy

:: środa, 30 lipica 2008 17:10:45
Adres ukryty

Ten nowy szablon jest naprawdę ekstra!
Po prostu świetny.
A najlepsze jest to, że i nowa notka się pojawiła ;)

Cóż. Ja też nie mogę sobie wyobrazić zjednoczenia się Gryffindoru i Slytherinu ;p
trochę nie pasuje mi zwrot <i>'teamu Black-Potter'</i>. W gruncie rzeczy cała akcja toczy się w Anglii/Szkocji i bardziej pasowało by mi tu 'duet', albo 'zespół'.
<i>Sonorus</i> to zaklęcie zwiększające głośność?
Stare, dobre kłótnie między rodzeństwem. Skąd ja to znam?...
Z autopsji.
No, widzę, że Crouchowie mają więcej skrzatów niż Mrużka.
Lestrangów? To znaczy, że kolegował się jeszcze z przyszłym mężem Bellatrix Black, kuzynki Syriusza i Regulusa?
Zadowolonego? Junior cieszy się z przyjazdu Potterów?
Hm. Ciekawa jestem jak będzie wyglądać ta wizyta.

Notka super.
Choć lepiej by się czytało, gdyby między linijkami były większe odstępy.

Pozdrawiam,
<b>Marinne</b>
<i>z www.lacrima-d-amore.mylog.pl.
Nie przelogowana z powodu lenistwa ;D</i>


slytherins slytherins :: środa, 30 lipica 2008 19:35:59
Adres ukryty

Siostro! No w sumie to GENITALIA, jak za starych dobrych czasów.
Za krótko, też jak wtedy.
Mało dialogów strasznie, kiedyś za to nie było wcale opisów, hm hm hm...
Nie wiem właściwie co napisać, bo głodna jestem i nie myślę...
Mmm, po prostu rozciągaj to jak się da, o.
I ja chcę już Hogwart :P

<b>L.</b>


badz-a-klekne blaeberry :: czwartek, 31 lipica 2008 13:05:17
Adres ukryty

Ciekawa jestem co brook znajdzie na strychu. I czy skrzatka coś zniszczy, a jeśli tak to czy bedzie to coś cennego.
I czego chce Anabella.
Czekam na następny rozdział i pozdrawiam.


badz-a-klekne blaeberrymylog.pl :: niedziela, 3 sierpnia 2008 23:36:34
83.4.31.170

Budzi apetyt na więcej.
Bardzo mi się podoba.


:: wtorek, 5 sierpnia 2008 23:46:11
Adres ukryty

No, no, nasz wspaniały panicz Barty ma starszą siostrę?
Ciekawie... :P
Historia bardzo mi się podoba, aczkolwiek widzę, że nie zdążyła się ona jeszcze na dobre rozwinąć.
Mam nieodparte wrażenie, że z dalszymi wydarzeniami będzie nieodłącznie wiązał się nowy dom bohaterów oraz jego stare, zakurzone tajemnice.
Lubię Brooke. Jest taka... ludzka. Nie to, co inni, czystokrwiści czarodzieje. I lubię Sam. Za całokształt (chociaż tak naprawdę za dużo o niej nie wiem).

No nic, będę z niecierpliwością czekać na nowość.

Pozdrawiam :)


.mylog.pl :: środa, 6 sierpnia 2008 17:51:57
Adres ukryty

Siema .
Fajny blog.. ;)
Mój jest nowy ale może mimo to wpadniesz .? ;)
Dodaje do fav i licze na to samo...

~~ Sorki za 'spam' ale jakoś zacząć trzeba a na reklame mnie nie stać . ~~


draco-malfoy-i-ja draco-malfoy-i-ja :: czwartek, 7 sierpnia 2008 19:53:07
Adres ukryty

Dodaję do fav.
Życzę powodzenia w dalszym pisaniu. ; ))
Widzę, że to początki.

Z pozdrowieniami,
Lilianne.


.mylog.pl :: sobota, 9 sierpnia 2008 16:50:46
82.160.158.25

Potrzebujesz rady, jak pisać? Chciałbyś/abyś wiedzieć, co należy zmienić?
My Ci pomożemy! To nie ocena, to po prostu poradnia pisarska! Jedyna w swoim rodzaju.
Ciekawy/a ?
Zapraszamy.

Podpisano:
- Mroczny Rycerz
- Czarny Spiderman
- Punisher

* Tekst wielokrotnie kopiowany.
** Jeśli SPAM przeszkadza, usuń.


veritaserum-hp veritaserum-hp :: sobota, 9 sierpnia 2008 20:23:05
Adres ukryty

Uważasz, że dobrze piszesz? A może chcesz się przekonać? My Ci pomożemy poprawić niedoskonałości opowiadania. Może dasz nam szansę? Przecież nic nie stracisz, za to możesz coś zyskać!
Serdecznie zapraszamy do zgłoszenia się!
Pozdrawiamy,
<i>Załoga V-HP</i>


nila-malfoy nila-malfoy :: czwartek, 21 sierpnia 2008 01:29:22
Adres ukryty

Piąty rozdział pt. Tokaj  właśnie się pojawił. Oto jego fragment:
- Gdzie idziesz?
- Zobaczyć jego śmierć! Czekałam na to bardzo długo i nie może mnie to ominąć. – Odpowiedziała łagodnie, ale w jej oczach było coś złego. Spostrzegł w jej wzroku szczerą, niczym nie zmąconą radość..
Zapraszam,
<b>Di</b>*
* COPY
PS. Jeśli chcesz być informowana/y wpisz się do Księgi!


vika vika :: piątek, 29 sierpnia 2008 09:28:58
89.78.121.74

Hej. Na razie zawieszam działalność na mylogu, jednak gdy chcesz mnie odwiedzić to zapraszam na www.chokolade.blog.onet.pl (a jeśli będziesz chciała zostawić ślad to napisz z którego jesteś bloga na mylogu, bo mi się pomyli:))
pozdrawiam :*


leila-weasley-story leila-weasley-story :: piątek, 29 sierpnia 2008 18:06:20
Adres ukryty

Witam ;]
na wstępie chciałabym podziękować za miły komentarz u mnie.
Jeśli chcesz być powiadamiana o nowych notkach wpisz się do Księgi, bo jak sama pewnie rozumiesz wyszukiwanie chętnych po komentarzach to tragedia.
przepraszam, że tak późno, ale mylog stroił nam fochy w te wakacje.
co do Twojego opowiadania to przeczytałam od początku i bardzo mi się spodobało.
masz świetny styl pisania i jak widać fantastyczny pomysł na opowiadanie.
i chwała Ci, że nie piszesz tu zbyt dużo o starszym Crouchu. :D
lecę do Księgi :P
pozdrawiam i życzę dalszej weny
<b>Lia.</b>


:: piątek, 5 września 2008 19:49:12
83.24.60.200

nowa niezwykła historia. coś czego jeszcze nie czytałeś. nie wierzysz? sprawdź. (Podczas ucieczki Pokój Życzeń przenosi Hermionę i Draco w niezwykłe czasy. czasy Karaibów.) jesteś ciekawy co wyniknie ze spotkania draco z jackiem sparrowem? jak potoczą się losy dwójki zbłąkanych bohaterów?  czy odnajdą drogę do domu? na te i inne pytania dowiesz się wchodząc właśnie tutaj....

p.s. przepraszam za ohydny spam ale zrozum trzeba się jakoś reklamować.
rosmaneczka
 


badz-a-klekne blaeberry :: piątek, 19 września 2008 18:37:24
Adres ukryty

Wpisałaś się do Księgi, to i informuję ;)
U mnie nowość




Wstęp

Rozwinięcie

Zakończenie.




Tworzone.
Lau dla siebie. przy pomocy. goooogli. Gossipgirl.
Zgadniesz? Moje i tylko moje. Łapki precz.